Zdanie jest poprawne. Niczego nie sprzedaje.
Weźmy hasło polskiego sklepu: »Zamów do 14:00, a jutro paczka będzie u Ciebie.« Dosłowna wersja angielska brzmi: »Order until 14:00, and tomorrow the parcel will be at you.« Każde słowo się zgadza. Żaden angielski sklep tak by nie napisał. Wersja, która sprzedaje, to »Order by 2 pm and it arrives tomorrow.«
Tłumaczenie przenosi słowa. Transkreacja przenosi efekt.
Zadaniem tłumacza jest wierność wobec źródła. Zadaniem autora transkreacji jest wierność wobec czytelnika. Pytanie zmienia się z »co to mówi?« na »co to ma zrobić i jak napisałby to ktoś na miejscu?«. Czasem odpowiedź jest bliska oryginałowi. Czasem żart, przysłowie albo cały akapit zostaje zastąpiony.
Nie tłumaczenie. Napisane od nowa, w drugim języku.
Kiedy potrzebujesz którego.
Umowy, instrukcje, świadectwa i wszystko, co przeczyta urząd lub sąd, wymagają tłumacza, często przysięgłego. Tego nie robimy. Strony, opisy produktów, e-maile, reklamy i prezentacje wymagają transkreacji, bo ich zadaniem jest przekonać.
Jak to robimy.
Czytamy źródło pod kątem celu. Osoba, dla której język docelowy jest ojczysty, pisze nową wersję, dostosowując idiomy, jednostki i ton. Druga taka osoba ją sprawdza. Prowadzimy krótki glosariusz, żeby termin na drugiej i dziewiątej stronie był ten sam, i zapisujemy każde miejsce, w którym celowo zmieniliśmy sens.